czwartek, 14 września 2017

„Najlepszy powód by żyć” – Augusta Docher [PRZEDPREMIEROWO]

Ostatnio zaczęłam się zastanawiać nad najlepszymi i najgorszymi rzeczami, które przytrafiły się w moim życiu. Zastanawiam się nad powodami, dzięki którym chce mi się żyć. Czy moje życie jest idealne czy raczej nie.
Pewnego dnia odnalazłam odpowiedź na te pytania.

„Najlepszy powód by żyć” – Augusta Docher - jest to bardzo wciągająca opowieść o dziewczynie, która musiała znaleźć siłę by żyć.

Na samym początku powieści poznajemy główną bohaterkę książki Dominikę. Dowiadujemy się, że pewnego dnia mała okropny wypadek. W ułamku sekundy stała się żywą ludzką pochodnią.

Dominika budzi się po kilku dniach.
Jest świadoma tego, że to był wypadek, a ojciec nie chciał jej zabić.
Tata dziewczyny siedzi w więzieniu, a Dominika leży w szpitalu i nie ma w niej chęci do życia. Brakuje jej sił do walki o swoje życie, poddała się, jednak są ludzie, którzy walczą o jej życie.

I tak na pierwszy rzut oka koniec okazuje się być początkiem czegoś niezwykłego.

Pewnego dnia Dziewczyna trafia na nowo do szpitala. Tam napotyka ambitnego i młodego lekarza Tomka. Chłopak dostrzega w niej coś więcej niż kolejną pacjentkę. Do tego pisze prace naukową o anestezji i terapii bólu przy oparzeniach i prosi dziewczynę o pomoc. Dominika postanawia jemu pomóc. Nie widzi w tym nic złego, wierzy, że może to pomóc innym osobom.
Pewnego razu poznaje ona brata Tomka – Marcela.
Marcel jest przysłowiową czarną owcą w szanowanej rodzinie. Jednak Dominika od razu wpadła mu w oko i postanawia spróbować jej najlepiej jak potrafi pomóc. I w tym momencie zaczyna się najciekawsza część książki.
Marcel pomimo swojej początkowej postawy „czarnej owcy” jest bardzo dobrym chłopakiem. Widać w nim wielkie pokłady dobroci, jednak swoim zachowaniem „rozwala” system w książce. Jego odzywki i zachowane często sprawiała u mnie wybuchy śmiechu.

Książkę czyta się bardzo szybko przyjemnie. Przynajmniej mi bardzo szybko zleciał przy niej czas.
Podoba mi się, że książka jest bardzo realna i można postawić się na miejscu Dominiki.
Przyznam szczerze, że były momenty, w których dostawałam napadu śmiechu ludzie potrafili patrzeć się na mnie z tego powodu jak na jakąś wariatkę. A to wszystko jest winą Marcela. Zresztą nie tylko śmiech towarzyszył mi podczas czytania. Wzruszenie i łzy w niektórych fragmentach książki są nieodłącznym elementem. W każdej sekundzie naszego życia może się coś wydarzyć coś, co przewróci nasze życie do góry nogami. Dlatego powinnyśmy chwytać z niego to, co najlepsze. Powinniśmy szukać powodu by żyć.
Myślę, że autorka tej książki chciała pokazać nam, że nie ważne jak jest nam ciężko w życiu, najważniejsze jest to by się nie poddać. Trzeba wstać na nogi i walczyć o swoje.

Książka jest też podzielona na dwie grupy rozdziałów: Przedtem i Teraz.
Dzięki temu poznajemy przeszłość oraz teraźniejszość w przeżyciach głównej bohaterki. Poznajemy jej uczucia z dwóch perspektyw, dzięki czemu możemy bardziej zżyć się z nią.
Taki podział według mnie pozwala nam zrozumieć wszystko, co było i powiązać to z teraźniejszością.

Od jakiegoś czasu czytam książki, które napisała Augusta Docher (Beata Majewska). Mam takie wrażenie, że autorka piszę z każdą książką coraz lepiej.
Z czystym sumieniem mogę oświadczyć, że „Najlepszy powód by żyć” jest najlepszą książką tej autorki i moje zdanie się raczej szybko nie zmieni.
Książka posiada wszystko, za co cenię sobie książki i co chcę mieć zawarte w książkach. Dlatego moja ocena jest oceną 9/10

niedziela, 3 września 2017

„Wojowniczka”- Natasha Lucas.



Zakochałam się w nowym bohaterze książkowym!!!
Nie ma to jak miłość książkoholika! Zapewne nie jeden książkoholik się zakochał w jednym z bohaterów książek.
Uwielbiam te piękne uczucie i tą cudowną euforię.
Może nie będę się już rozpisywać na ten temat jak to przyjemnie się zakochać w nowym książkowym bohaterze z niedawno przeczytanej książki.

Całkiem niedawno było mi dane przeczytać książkę w formie e-booka. Jak sami zapewne wecie nie przepadam za książkami w wersji elektronicznej, a jednak moje wewnętrzne „Ja” nie dawało mi spokoju i musiałam przeczytać tego e-booka.

Mowa oczywiście o książce „Wojowniczka”- Natasha Lucas.
Jest to powieść, którą czyta się naprawdę bardzo szybko przyjemne. Autorka napisała całą powieść w bardzo lekkim i przyjemny dla oka stylu.
Bardzo też spodobał mi się świat opisany w książce.

Dawno temu ludzie mieszkali na planecie Ziemia. Niestety byli oni zmuszeni przenieść się na nową planetę, aby tam wieść spokojne życie. Tak też jest Stara Ziemia, oraz Nowa Ziemia. 
Na Nowej Ziemi jest podział na trzy strefy.
I Strefa - Jest strefą gdzie mieszkają ludzie bez skazy. Ludzie, którzy nie odebrali nikomu życia.
II Strefa - To Strefa, na której żyją inni mieszkańcy Nowej Ziemi zwani rasą. Ludzie z Rasy posiadają zdolność do szybkiego leczenia się oraz posiadają nadludzką siłę.
III Strefa - Jest strefą, w której są więzienia. Osoby, które tam przebywają odebrały komuś życie. W tej strefie funkcjonuje również dom publiczny zwany potocznie Burdelem. I to właśnie tu zaczyna się cała opowieść.

Serena urodziła się w strefie III i mieszkała przez cały czas z matką. Gdy tak było matka ją chroniła przed całym złem, które mogło ją w tym miejscu spotkać. Niestety po śmierci matki wszystko się zmieniło. Serena wiedziała, że musi uciec z tego popapranego miejsca, lecz musi przyjść na to odpowiedni moment, a do tego czasu musi odwlec to, co od śmierci jej rodzicielki jest nieuniknione.

Pewnego wieczoru, kiedy w klubie roznosiła drinki zauważyła nieziemsko przystojnego mężczyznę, który z kimś rozmawiał. Dziewczyna uwiedziona jego wyglądem postanawia podejść do stolika, przy którym siedzi nieziemsko przystojny mężczyzna (oczywiście muszę wspomnieć, że to właśnie w nim się zakochałam).
Jak to w książkach już jest, nic nie jest takie piękne jak to wygląda.
Kłopoty oczywiście muszą nadejść.
Szef burdelu był bardzo wciekły zachowaniem Sereny, na szczęście tajemnicza piękna postać wstawiła się za dziewczyną.
Serena bardzo szybko zauważyła, że mężczyzna jest przedstawicielem Rasy.

Jace - tajemniczy i zabójczo przystojny, gdy tylko zauważył Serenę miał, co do niej pewne plany. Pomaga on dziewczynie uciec z burdelu i zabiera ją do siebie.
Mężczyzna już w tym obskurnym miejscu połączył się z Sereną Prawdziwym Partnerstwem.
Jednak czy reszta jego społeczności pogodzi się z faktem, że wybranką pierwszego jest człowiek?
Tego musicie dowiedzieć się sami.

Ta książka jest OBŁĘDNA!!
Nie mogę się jej doczekać w wersji papierowej, co, jak co ale tej książce się to należy. Przeczytałam ją w ciągu jednego dnia i bardzo żałuję, że skończyła się tak szybko. Jak dla mnie mogłaby być o wiele dłuższa. Książkę czytało się bardzo przyjemnie i do tego z wielkim zaangażowaniem.

Opowieść jest bardzo krótka, ale jak to mówią: niekiedy mała rzecz cieszy najbardziej. I tak jest w przypadku tej książki. Ponad dwieście dwadzieścia stron pełnych różnego rodzaju emocji, które bardzo szybko wpływają na czytelnika. Podczas czytania idzie się uśmiać do łez i mieć napady śmiechu, odczuć irytację i złość jak i popłakać się ze wzruszenia. Uwielbiam czytać takie książki, a podczas czytania mam nawyk wąchania kartek i tego mi trochę brakowało.
Jace, Serena i ich losy są bardzo ciekawe i zrobiły na mnie spore wrażenia.  Po przeczytani tej książki miałam wiele pytań poukładanych w dość chaotyczny sposób. Zresztą do tej pory są, tylko je trochę lepiej poukładałam w głowie.
Z jednej strony ilość stron mnie cieszy, ponieważ ta książka została napisana z głębi serca, a nie z przymusu.

Książka w dużej merze jest opowieścią o sile uczucia, jakim jest prawdziwe partnerstwo, a partnerstwo jest siłą miłości.
Ludzie boją się przedstawicieli członków Rasy. Wrogo są do nich nastawieni tak samo jest ze stroną Rasy.
Dopiero połączenie się Jacea i Sereny jest dowodem na to, że te dwa odmienne gatunki mogą żyć ze sobą.
Takie nastawienia są dość rasistowskie. Autorka tej książce pokazuje, że takie zachowanie czy nastawienie jest nieodpowiednie jak to, że każdy z nas jest wyjątkowy i inny. Nie ma dwóch takich samych osób, są za to osoby pasujące do siebie.

Dla niektórych może być to zwykła opowieść. Dla mnie to już zawsze będzie coś więcej niż normalność. Na książki, bowiem trzeba patrzeć z każdego wymiaru. Tu nie chodzi tylko o słowa, lecz w dużej mierze o wyobraźnię.

W tej chwil nie pozostaje mi nic innego jak czekać na kolejną część i wersję papierową.
Oceniam tą książkę na 8/10

czwartek, 31 sierpnia 2017

"Bilet do szczęścia" - Beata Majewska



Każdy z nas inaczej interpretuje słowo szczęście.
Dla niektórych szczęściem jest wygrana w totolotka, dla innych szczęście to posiadanie rodziny.


Książka „Bilet do szczęścia” pokazuje nam, że szczęście daje nam osoby, które kochamy.

Łucja, zakochana w młodym prawniku z Krakowa, przeżywa szok, gdy dowiaduje się, że prawnik jest z nią, aby odziedziczyć spadek.
Jest jej przykro, że osoba, którą kocha ją oszukała. Czuje się przez to wykorzystana, a na dodatek spodziewa się dziecka. Dziewczyna w pierwszym odruchu chce zerwać z Hugonem i pojechać w swoje rodzinne strony. Jednak jej babka zachorowała i dziewczyna nie zamierza dodawać jej zamartwień. Postanawia wszystko utrzymać w tajemnicy, dlatego z Hugonem zawiera porozumienie. Mają się pobrać, Łucja ma urodzić dziecko, Hugon odebrać spadek, a po wszystkim mają się rozejść i żyć własnym życiem.
Jednak los ma dla nas przyszykowane niespodzianki i nie wszystko idzie tak jak byśmy tego chcieli.

Tym razem Hugo mnie nieco zaskoczył.  Z jednej strony niby chce być z Łucją, lecz jest wobec niej bardzo zimny. Obydwoje zachowują się nie do zniesienia. Układ bardzo ich męczył tak jak sama obecność drugiej osoby.
Żadne z nich nie robiło kroku naprzód, aby to wszystko zmienić. Dlatego też jak już do tego doszło uśmiechałam się jak głupia i zalewałam łzami. Tak, tak, wiem, że to jest chore i nie na miejscu, lecz ta książka tak jak i reszta powieści tej autorki potrafią bardzo przywiązać do siebie. Wracając do tematu pięknego momentu, który potwierdza moje początkowe słowa chcę wam coś zacytować. Tylko niestety nie mogę zdecydować się, od którego momentu mam zacząć.

„Ich serca łomotały tak głośno, że zagłuszały się wzajemnie. Łucja otwarła oczy, podniosła głowę. Hugo spoglądał na nią z nadzieją i przeogromnym szczęściem wylewającym się przy każdym drgnieniu jego powiek”.

Ostatnio mam przyjemność czytania książek autorstwa Beaty Majewskiej vel Augusta Docher.
Odpowiada mi styl pisania autorki. Jest w nim coś, co powoduje, że nie mogę się oderwać od czytanej historii. „Bilet do szczęścia” czytał mi się bardzo dobrze i szybko. Wszystko jest w nim bardzo fajnie i ciekawie ujęte.

W głębi mojej książkoholicznej duszy brakowało mi czegoś, co było w „Konkurs na żonę”. Sama do końca nie wiem, czym jest „to coś”, jednak i bez tego książka jest bardzo miłą i ciekawą lekturą.
Sięgając po tą książkę zastanawiałam się jak to będzie, która część bardziej będzie mi się podobać.
Odpowiedź na te pytania jest teraz bardzo oczywista. Spędziłam bardzo miłe trzy wieczory z książką, a moje koleżanki miały mnie dość jak zaczęłam im opowiadać o książce.

„Konkurs na żoną” vs „Bilet do szczęścia” – wygrywa „Konkurs na żonę”. Jednak jak mam być szczera to zakończenie biletu bardzo mi przypadło do gustu i jestem bardzo ciekawa jak potoczą się losy bohaterów w kolejnej części „Zdążyć z miłością”.
Och ten Hugo i jego genialny pomysł. Jestem ciekawa czy uda im się ten piękny plan zrealizować bez żadnych problemów.
Bardzo mnie jego propozycja zaskoczyła, i teraz ciekawość je mnie od środka dzień po dnu. Wyobrażałam sobie inne zakończenia, lecz pani Beata zakończyła tą część w najlepszy sposób jak mogła.


Z czystym sumieniem mogę ocenić tą książkę na 8/10.

środa, 30 sierpnia 2017

Alvethor. Pandemia- Magdalena Maria Kałużyńska

„Wyższe wymiary są splątane w ciemności otaczającej białe miejsce.”

Jak już zapewne wiece brałam udział w spotkaniu Blog Book Meeting, które odbyło się w Sosnowcu.
Podczas tego spotkania dostałam dwie książki, jedną z nich jest „Alvethor. Pandemia”.
Ta książka jest przeznaczona dla osób, które lubują się w horrorach i mają mocne nerwy.

Na ziemi zaczyna panować chaos, a ludzie znikają w tajemniczych okolicznościach, zostaje po nich plama z czarnej śmierdzącej mazi.

Społeczeństwo nie chce żyć w tak wielkim chaosie, niektórzy zaczynają popełniać samobójstwa. Ludzie giną masowo, a w kostnicach nie ma już miejsc.
Pogrzeby nie są już takie jak kiedyś, teraz są one masowe i nie przebiegają one w cywilizowany sposób.
Wszystko to zaczęło się od pewnego samobójstwa…

„Domy pogrzebowe i kostnice, czy to w mieście, czy w najbliższej okolicy, odmawiały przyjęć kolejnych ciał.
- Nie ma miejsca, proszę przyjechać później.
- Ale kiedy później?! Co? Później będzie luźniej? Widzi pan, co się dzieje?! Kiedy później?!
- Nie wiem, przyjedź pan może jutro.
- A co się do jutra zmieni?
- Nie wiem, ale dzisiaj nie mam gdzie schować zmarłego.
- Zmarłego?!
- Zmarłego.
- Jednego?! Człowieku! Bóg cię opuścił? Mam dwadzieścia ciał w samochodzie.
- Ile?
- Właśnie tyle. Muszę zrzucić i jechać po następne.”

Szczerze mówiąc POLEGŁAM podczas czytania tej książki.
Lubię książki brutalne z szokującymi opisami, lecz ta książka jest jak dla mnie za bardzo krwawa.

Autorka bardzo sprytne oblewa każdą kartkę dość dużą ilością krwi.  Ludzie się zabijają i na ulicach leży trup za trupem. To dodaje tej książce pikanterii i takiego czegoś, co jest mi trudno ubrać w słowa i do tego dochodzi odpowiedni klimat.
Czytając miałam takie kryzysy, aby ją zamknąć, odłożyć i zapomnieć o tym, co czytałam.
Autorka tej książki jest mistrzynią Horroru.
Książka jest bardzo klimatyczna i sprytnie opisana. Co prawda niekiedy nie mogłam wytrzymać.
Tyle się w niej dzieje.
Oczywiście nie zabraknie siekiery, ani piły mechanicznej. Odnajdziemy też Zombie, a jak nie zombie to człowieka, który rąbie ciała.  Akcja w ogóle nie zwalnia, wręcz z każdą kolejną kartką przyśpiesza.

Autorka ma w głowie jakiś kosmos, że tak to ujmę. Ktoś normalny by powiedzial, że ta książka  nie jest napisana przez polskiego pisarza, a to jest dowód na to, że polscy autorzy mają bardzo dobrą wyobraźnię i piszą naprawdę dobre książki.
Wiele osób nie czyta naszych autorów tylko sięgają po zagraniczne książki. Robią błąd, a dowodem na to jest ta książka.
Tylu wrażeń po tej książce się nie spodziewałam. I nie polecam czytania jej w nocy. Na pewno się nie wyśpicie i możecie mieć atak paniki lub jakieś zwidy. Dodam jeszcze, że po przeczytaniu można wpaść w jakąś paranoję.
Nie mniej jednak książka przypadła mi do gustu, (co z tego, że niektóre fragmenty musiałam ominąć), jeszcze nie dorosłam do tej książki.

Bardzo trudno mi jest ocenić tą książkę. Jest to spowodowane tym, że musiałam omijać pewne fragmenty których nie byłam w stanie przeczytać.
Książka jednak jest bardzo ciekawa, lecz na pewno nie każdemu przypadnie do gustu.
Oceniam tą książkę tak na 8/10. Uważam, że taka ocena zachęci was do przeczytania. Jednak zaznaczam osoby o słabych nerwach nie przeczytają jej do końca.

niedziela, 27 sierpnia 2017

Anna Sakowicz - Żółta tabletka plus

Jak wiecie dwa tygodnie temu byłyśmy na spotkaniach autorskich na Book Blog Meeting, gdzie oprócz wywiadów i możliwości zakupu książek pisarek, z którymi przeprowadzane były wywiady dostałyśmy od sponsorów kilka perełek do lektury.

Dziś chcę wam przedstawić jedną z nich a mianowicie niedużą książeczkę napisaną przez Annę Sakowicz. A mowa tu o Żółtej tabletce plus. Jest to zbiór 18 opowiadań, które przedstawiają nam życie w czarnym humorze pomieszane z groteską i absurdem w dodatku przyprószone nutką surrealizmu, z którego nie sposób się nie zaśmiać.



„Ostrzeżenie
Nie należy stosować przy braku poczucia humoru oraz dystansu wobec świata (i siebie).”

Autorka w swoich opowiadaniach ujęła takie postacie jak: anioły, laleczkę voodoo, martwego już pisarza czy słynną Śmierć, z którą rozmawiał Polikarp, gdzie nie gdzie przeplatają się cudowne zwierzęta, które nas zaskoczą. Opowiadania te pobudzają do refleksji na temat zachowania ludzi i ich charakterów.

Bardzo spodobał mi się wstęp, który swoją formą przypomina ulotkę leku bez recepty. Ogólnie książka ma zaledwie 140 stron, a jej przejrzysta czcionka pozwala na swobodne czytanie. Opowiadania są krótkie, co umożliwia nam czytanie „na raty”, bez myśli, że nie wiemy jak historia się skończyła. To w tej książce nam nie grozi ;) Spokojnie możemy ją czytać w autobusie czy pociągu w drodze do pracy, jaki i w poczekalni w kolejce do dentysty jak było w moim przypadku, albo w zaciszu swojego domu z lampką wina w ręce ;)

„Dawkowanie
Stosować bez konsultacji i wbrew wszelkim zaleceniom. Brać w dłonie, kiedy przyjdzie nagły spadek nastroju (albo i nie). Można dawkować po jednym opowiadaniu dziennie lub łyknąć całość w jeden wieczór.”

Ten mały niepozorny zbiór opowiadań naszpikowany jest aluzjami literackimi, które aż zioną z wnętrza. Dodatkowym smaczkiem tej książki jest ukazanie ludzi takimi, jakimi jesteśmy bez zbędnych ceregieli.  Niektóre zakończenia przyprawiły mnie o łzy, bo były tak smutne i prawdziwe, za co Pani Anna ma moje gratulacje, bo pisząc pokazała świat od tej „drugiej strony”, a nie przez „różowe okulary”.

Za możliwość przeczytania tej pozycji dziękuję serdecznie wydawnictwu Szara Godzina ;) 


Z czystym sumieniem polecam Wam tą książkę i oceniam ją 8.5/10

niedziela, 20 sierpnia 2017

Dzień z życia blogera książkowego według Książkowe Wyznania #2 - Blog Book Meeting #1 w Sosnowcu

UWAGA!!!

Poniższy tekst zawiera opis spotkania pt: Blog Book Meeting #1 z przymrużeniem oka, który w zależności od upodobań czytającego może zażenować lub rozbawić. Jeżeli nie decydujesz się na to ryzyko, zapraszamy na następny post :)


Ci, co uważnie śledzą nasz fanpage na Facebooku doskonale zdają sobie sprawę, że w sobotę 12 sierpnia, uczestniczyłyśmy w pierwszej edycji Blog Book Meeting, na którą zostałyśmy zaproszone przez organizatorki spotkania:
* Kasię (Poligon Domowy), która organizuje wyzwanie czytelnicze
#czytambopolskie oraz współtworzy grupę na FB znamy-czytamy.pl gdzie, co tydzień gościem jest polski autor, oraz

* Paulinę (Yakie Fayne), pomysłodawczyni i organizatorka akcji Wyzwanie Czytanie, która ma na celu szerzenie czytelnictwa, oraz udowodnienie ludziom, że czytanie wcale nie musi być nudne.

Inicjatywą BBM jest promowanie czytelnictwa oraz integracja czytelników, blogerów z autorami. Spotkania te mają również promować czytanie polskich autorów, których mamy bardzo dużo na rynku pisarskim, a piszą oni wspaniałe książki, po które warto sięgnąć :)
Podczas spotkań będziecie mieli okazję zapoznać się z nowościami wydawniczymi oraz ofertą różnych wydawnictw, otrzymać gadżety i książki, poznać ciekawego, polskiego autora i zdobyć autograf ;) Poplotkować w gronie bookowych wormsów, oraz wziąć udział w ciekawych prelekcjach.

Jako że jestem stworzeniem nocnym i najlepiej mi się żyje wtedy, kiedy inni śpią ciężko było mi się położyć wcześniej, żeby wstać z samego rana, bo PKP mojego miasta nie lubi i na Śląsk pociąg kursuje 3 razy na dzień, (chociaż dobre i to :D). Tak bardzo nie mogłam się doczekać, że nie mogłam zasnąć, a gdy wybiła magiczna 4 godzina stwierdziłam, że jak zasnę to już nie wstanę, więc przez całą noc nie zmrużyłam oka i wstałam nawet przed wyznaczonym przeze mnie czasem ;) 

Mimo to trzeba być mną, żeby mieć ponad 1,5 h i stacje 2 minuty od domu, a i tak prawie się spóźnić na odjazd jedynego środka transportu 😂 Na peronie spotkałam się z moją koleżanką Oliwią (Wyśnione Książki), która z przyjemnością obiecała wziąć udział w spotkaniu :)

Cała drogę współpasażerowie słuchali jak, dwie Książkoholiczki mówią tylko o papierowych cudeńkach (E-booki to nie moja bajka). Byłyśmy na tyle głośno, że jeden pan opuścił przedział, chyba miał nas dość :D Do Sosnowca, gdzie odbyć się miało BBM dotarłyśmy po niecałej godzince i już po 8 byłyśmy na Śląsku. Jako, że nie wysiadałyśmy na głównym dworcu miałyśmy mały kawałek do przejścia, jednakże ostatni raz tamtą drogą szłam około 5 lat temu i postanowiłam się wspomóc GPSem. I to był błąd. Duży błąd. Od samego raneczka lało jak z cebra i mimo parasolki byłam cała przemoczona, a wspaniały wynalazek poprowadził nas tak, że wpadłam po kostki do kałuży lodowatej wody. 

Mimo to udało nam się dostać na dworzec główny, gdzie odebrałyśmy Dominikę z pociągu i raźnym krokiem wraz z nieszczęsnym GPSem ruszyłyśmy przez labirynt uliczek na miejsce przeznaczenia, czyli Pab Księgarnia ;) Możemy się pochwalić, że byłyśmy przed czasem, co z moimi umiejętnościami jest prawdziwym szokiem :D

 Gdy już lokal otwarto i przybyły pierwsze osoby my zachwycałyśmy się wystrojem, który idealnie pasował do motywu spotkania :) Książki były wszędzie: na ścianach, stolikach, półkach, a nawet w podłodze ;) Jednakże mimo dużych i szerokich okien pomieszczenie wydawało mi się niedoświetlone. Przez co zdjęcia nie wychodziły tak jakbym chciała :( 

Za to właściciel „Księgarni” posiada przetwórnię, która wytwarza bardzo smaczne dżemy z adekwatną nazwą „Sosnowoc”. Mi w udziale przypadł do spróbowania malinowy. Pycha!


Razem z nami były Dzidzia (Z nosem w książce), Natalia (Świat Tomskiego),Róża (rose-em)Teresa (O, w Morelę - blog ostrosłowem pisany), Malwina (Zakątek czytelniczy), Magdalena (Podróże przez życie), Klaudia (Niezłe ziółko), Ewa oraz wspaniałe organizatorki:)

Po krótkim zapoznaniu rozpoczęło się pierwsze spotkanie autorskie z Mary Sue Ann, która zaprezentowała nam swój debiut autorski Zabójcza Podświadomość. 
Jest to książka typu paranormal crime, co już sam ten fakt mnie, jako fankę kryminałów zachęca do zapoznania się z tą powieścią i twórczością autorki, która na spotkaniu wywarła na mnie duże wrażenie :) A Zabójcza Podświadomość jest już w mych łapkach i za jakiś czas recenzja pojawi się na blogu :)

Następną autorką, która zaszczyciła nas swoją obecnością była Magdalena Majcher, która napisała książki takie jak: „Stan nie!błogosławiony” i „Matka mojej córki”. Pani Magda oprócz tego, że pisze książki to w dodatku jest jeszcze blogera tak jak my (Przegląd czytelniczy). Jej sposób prowadzenia lekkiej rozmowy i przekazywania informacji zachęcił mnie do sięgnięcia po jej nową serię, która swoją premierę będzie miała na jesień ;)

Następnie na wymianie książkowej dorwałam książkę z serii o wampirach, które kocham :D A o tej serii jeszcze nie słyszałam, mimo że już kilka lat od jej wydania minęło. A chodzi mianowicie o Imperium Wampirów – ktoś może czytał i podzieli się opinią? :D

Jako trzecia o swojej twórczości opowiedziała nam Małgorzata Sambor-Cao, która sama wydaje swoje książki, a jest to seria Sapere Aude. Pani Małgorzata okazała się być mega pozytywnie nastawioną osobą do życia. Była wesoła i jest żywym dowodem na to, że warto mieć marzenia i dążyć do ich realizacji. A w sposób, jaki nam to przedstawiała sprawiał, że chciało się słuchać z przyjemnością i uśmiechem na ustach. Jako, że pierwsza część serii wędruje, jako Book Tourn to i zawitała na Książkowe Wyznania, spodziewajcie się recenzji w najbliższej przyszłości ;)

Kolejnym punktem programu była rozmowa z Magdaleną Walą, która nie tylko jest pisarką, ale także nauczycielką, co wzbudza we mnie podziw, że potrafi znaleźć czas na napisanie kolejnych powieści. Pani Magda to autorka m.in. „Mów mi katastrofa!” czy „Rzymskie odcienie miłości”, a do pisania swoich książek przygotowuje się skrupulatnie, czym mi zaimponowała i na pewno, gdy tylko znajdę czas sięgnę po jej twórczość.

Następną pisarką, z jaką miałyśmy przyjemność się spotkać to Izabela Milik, która napisała Reemisję (recenzja na blogu już niebawem), oraz Z teściową za pan wróg. Tytuł tej drugiej zachęca mnie po sięgnięcie po nią, gdy tylko nadarzy się ku temu okazja :D Pani Iza wydaje się cichą i skromną osobą, która wywołuje w nas uśmiech i ciepło na serduchu i na próżno szukać u niej dozy arogancji, dlatego na pewno nie jest typem pisarki, która powiedziałaby sama o sobie: „Czytajcie mnie, bo ja jestem najlepsza”.

Oprócz tego na spotkaniu zagościła Halina Socha autorka Anielskiej Przystani oraz Anielska terapia. Mimo, że na wywiad z Panią Haliną czasu brakło udało mi się zamienić z nią kilka słów, którymi wywarła na mnie pozytywne wrażenie i mam nadzieję na spotkanie autorskie w przyszłości. Na stoisku można było kupić jej książki wraz z autografem, z czego Oliwia skorzystała ;)

Ogólnie rzecz biorąc ze spotkań dowiedziałyśmy się jak wygląda relacja autor-bloger z drugiego punktu widzenia, o początkach wydawniczych i towarzyszącym temu stresie, jak szlifują autorki swoje „warsztaty” pisarskie oraz o kolejnych publikacjach, jakie się ukażą w najbliższych miesiącach :)

W międzyczasie zjadłyśmy przepyszną tarte. Mi do gustu przypadła ta z łososiem. Była bardzo smaczna, polecam ;) Pod koniec spotkania skonsumowałyśmy po kawałku przepysznego tortu, który specjalnie z tej okazji upiekła Ania (Słodka Kraina Czarów). Jak to mówią niebo w gębie :)


Na spotkaniu była również przedstawicielka Fundacji 3-4-Start, która zaprezentowała nam projekt bajka – „Cuda bez czarów”. Podczas spotkania, które obfitowało w wyjątkowe relacje, na ręce Fundacji przekazano książki ze specjalnymi autografami autorek, które trafią na platformę allegro charytatywnie.

Gdy spotkanie dobiegło końca miałyśmy z Oliwią jeszcze dużo czasu do pociągu powrotnego, a Dominika równie miała dużo czasu. Postanowiłyśmy, zatem udać się do McDonalds’a zjeść jeszcze coś przed podróżą ;) Porównałyśmy książki i prezenty, jakie dostałyśmy i zrobiłyśmy ewentualne „podmianki” :D Po czym raźnym krokiem ruszyłyśmy odprowadzić Dominikę na pociąg. Nie wiem czy ja mam takie szczęście, czy to ja sama osobiście przyciągam „dziwnych panów”, którzy zawsze muszą zapytać o darmowego papieroska, czy ewentualnie w mało kulturalny sposób skomentować moją negatywna odpowiedź. No nic przejmować się nie będę, bo mi zdrowia szkoda :D


Gdy już Domi pojechała w swoją stronę my z Oliwią skierowałyśmy się na nasz dworzec. Teraz, kiedy już znałam drogę poszło nam to sprawnie i szybko. Do pociągu miałyśmy jeszcze godzinę, ale wykorzystałyśmy ją na pogaduchy książkowe, których nam zawsze mało ;) Na ławeczce dosiadł się do nas sympatyczny starszy pan, który chwilę z nami porozmawiał, poczym zajęłyśmy się swoimi sprawami.

Cieszę się, że w sierpniu wieczorami jest jeszcze jasno, bo chyba na opuszczonym peronie w środku zimy nie chciałabym siedzieć i czekać na pociąg w towarzystwie ciemnego lasu… Gdy nasz transport się zjawił, a my znalazłyśmy miejsce ponownie oddałyśmy się rozmowie na nasz ulubiony temat ;)

Dobrze, że swego czasu jeździłam tą trasą bardzo często, bo byłyśmy tak zagadane, że mogłyśmy przegapić stację, co późnym wieczorem w sobotę mogło mieć katastrofalne skutki, jeśli chodzi o czas ;) A nam jak to nam rozmowy było mało i nie mogłyśmy się pożegnać. Kiedy się nam to udało, a ja dotarłam do domu nie czułam nóg, na szczęście tym razem miałam wygodniejsze buty i na bólu się skończyło :D Za to moje skarpetki nie przetrwały farbujących butów i kałuż pełnych wody i zmieniły kolor z czarno różowych na czarno niebieskie :P 

A mnie brakowało na spotkaniu mojego nadwornego fotografa - Karolinki :*

Krótkie podsumowanie:
- czas w podróży:
       * Ja i Oliwia (1 h 40 min + 1h oczekiwania)
       * Dominika (ok. 4,5 h)
Czyli w porównaniu z Warszawą nie jest jeszcze tak tragicznie :D
- ilość przywiezionych książek: 11 (Łączna liczba nas 3 ;) )
- wspaniałe wspomnienia: niepoliczalne ;)
- inne: zmasakrowane skarpetki sztuk 1 :D

Bardzo również byśmy chciały podziękować partnerom Blog Book Meeting, koniecznie kliknijcie „Lubię to!” ;)





A jeśli Drogi Czytelniku dotarłeś, aż tutaj zostaw po swojej obecności ślad w postaci komentarza :) 

niedziela, 13 sierpnia 2017

"Na szczycie. Nieczysta gra" K.N. Haner


Czy prawdziwa miłość jest w stanie przetrwać kilku miesięczną rozłąkę?

„Na szczycie. Nieczysta gra” autorstwa K. N. Haner jest dzisiaj moim tematem numer jeden.
Jakiś czas temu było mi dane przeczytać tą książkę.
Zdążyłam już sobie wszystko uporządkować, a emocje związane z akcją i wydarzeniami z książki opadły. Jestem teraz w stanie trzeźwo podejść do napisania recenzji.

Jak zapewne wiecie „Na szczycie. Nieczysta gra” jest trzecią częścią cyklu Miłość w rytmie rocka. W tej części jak i w poprzednich wiele się dzieje.

"Czym jest wschód i zachód słońca, jeśli nie możesz dzielić go z najbliższą Ci osobą?"

Ślub Rebeki i Sedrika jest zwieńczeniem ich wzajemnej miłości. Para młoda nie widzi poza sobą życia, a każda rozłąka jest dla nich bardzo trudna do zniesienia.  Dzień ich ślubu jest wyczekiwany przez wszystkich, zarówno przez bohaterów tej powieści jak przez nas czytelników. Droga do ich szczęścia była bardzo trudna i pełna wątpliwości. Jednak moc ich uczucia wygrała ze wszystkimi przeszkodami, które stanęły im na drodze.
Oboje pragną stworzyć rodzinę jak i oboje pragną posiadać dzieci, chcą wspólnie podejmować decyzje.
Niestety Miłość tych dwojga ludzi zostanie wystawiona na ciężką próbę i rozłąkę na kilka długich miesięcy.

Poznajemy trud rozłąk oraz widzimy jak ukrywanie prawdy wpływa na życie Reb i Seda. W pewnym momencie wszystkie obowiązki zaczynają przerastać Rebekę i wszystko staję się znacznie trudniejsze niż sądziła.

„ Był najlepszym człowiekiem, jakiego znałam. On sprawiał, że się uśmiechałam i chciałam być lepsza.”

„Nieczysta Gra” jest częścią, która rozdziera serce czytelnika i miesza słodki smak szczęścia z goryczą bólu i smutku.
Czytając będziemy się śmiać z śmiesznych sytuacji, lecz nadejdą chwile, w których łzy będą napływać do oczu.
Akcja zwiększy swoje tempo, a my nie będziemy już w stanie oderwać się od czytania.
Osobiście mam jednego wielkiego focha na Sedrka i nie wiem czy szybko zdoła to naprawić.

Zakończenie przyprawia o palpitację serca oraz ból głowy.  Spodziewałam się burzy różnorodnych emocji i jakiejś tragedii, ponieważ K.N. Haner nie zakończyłaby książki bez wielkiego BUM.
Jednak takiego BUM BUM się nie spodziewałam. Łzy lały się potokami, jedne w pewnym stopniu ze szczęścia, jednak więcej było tych smutnych. Od czytania byłam w stanie oderwać się tylko po chusteczki higieniczne. Później lamentowania i przeżywania wszystkiego nie było końca.
Z tego wszystkiego z napisaniem tej recenzji musiałam trochę odczekać.
Teraz niecierpliwie czekam na kolejną część.
Z czystym sumieniem daję tej części 10/10