czwartek, 20 lipca 2017

[PRZEDPREMIEROWO] Niczyja - Anna Crevan Sznajder


Konbanwa moi drodzy! Zapraszam was na kolejną recenzję. Tym razem z Japonią w tle :)


„Kocham Japonię. Naprawdę. Zawsze marzyłam o tym, by móc ją zobaczyć. By tam polecieć choćby na kilka dni. Moje marzenie się ziściło w pewien kwietniowy weekend.”

Tymi słowami rozpoczyna się pierwsza część „Niczyjej”. Jako, że sama jestem Otaku i mam fioła na punkcie japońskich anime i mangi bardzo łatwo było mi się wczuć w tytułową bohaterkę – Crevan, która na jednym z konwentów o tej tematyce spotyka chłopaka, który wygląda jak żywcem wyjęty z ulubionego anime. Bo któż z nas nie chciałby spotkać przypadkiem na ulicy ulubionej postaci z filmu, książki, anime czy serialu? Jak przedstawia to autorka nie jest to w cale takie trudne ;)

Osobiście nie oglądałam „Kuroko no Basket” przed przeczytaniem powieści, ale dużo o tym anime słyszałam od koleżanki J Nieznajomość KNB nie przeszkadza w żadnym wypadku w odbiorze tej cudownej lektury. Historia przedstawiona przez autorkę jest tajemnicza, romantyczna i wesoła. Pierwszą część wręcz pochłonęłam w półtorej godziny.

„Czułam się zniewolona i cudownie zakochana. Teraz wiedziałam to na pewno. Chciałam go ze wszystkich sił.”

Akcja pierwszej części dzieje się w ciągu czterech dni, podczas których Crevan znajduje i zakochuje się w wymarzonym przystojniaku. Styl pisania autorki pozwala na dobre zapoznanie się z odczuciami bohaterki. Podoba mi się również, jak autorka wprowadziła chłopaków z KNB do realnego świata nie powołując się na nadprzyrodzone moce ;)

Akcja druga części zaczyna się po około dwóch miesiącach od zakończenia wydarzeń z kwietniowego konwentu i trwa około miesiąca. W niej poznajemy bliżej charaktery reszty Pokolenia Cudów. A w szczególności kolejnego przystojniaka, który oszalał na punkcie Ann.

„Coś ścisnęło mnie za serce. To nie był żal. Nie tylko żal! Nie mogłam go kochać, bo przecież moje serce należało do innego. Coś jednak ciągnęło nas do siebie, jak dwa przeciwne bieguny magnesu.”

Japonia jest niesamowitym krajem, w którym nie ma czasu na nudę a w szczególności, gdy naszymi przewodnikami jest grupa przystojniaków ;) Żar namiętności i uczucia wręcz buzuje na stronach „Niczyjej”. Z reguły podobne historie z innym anime w tle czytam na popularnej stronie z fanfickami, jednakże takiej ekscytacji podczas czytania dawno nie czułam. Moje myśli krążyły tylko o Ann jak dalej potoczy się jej przygoda życia. 

Nie mogłam jeść! Nie mogłam pić! Nie mogłam spać!

„Rozglądałam się, zafascynowana. Tak tu pięknie! Mogłabym zostać tu na zawsze! Nie tylko w parku, nie tylko z nim, ale w tym fascynującym, orientalnym kraju. Tak pełnym harmonii i sprzeczności jednocześnie.”

Oprócz tego zostajemy przeniesieni do kraju Kwitnącej Wiśni, gdzie niesamowite opisy realnych miejsc aż proszą o to, aby je kiedyś odwiedzić osobiście. Ja niestety nie mogę sobie w tej chwili pozwolić na taką podróż, ale może w trochę dalszej przyszłości odwiedzę miejsca, które mentalnie zwiedzałam razem z Crevan? Czas pokaże J

W sposób, jaki kończy się „Niczyja” desperacko wcisnęła mnie w fotel, a świat zewnętrzny przestał istnieć, a ja zapomniałam jak się oddycha. Emocjom nie było końca. Od „To już wszystko?”, „Ja chce jeszcze!” po „Ja ją zabiję! Kończyć w takim momencie?! Toż to świętokradztwo!”.

 „Kochałam ich obu, choć nie powinnam. Wreszcie to zrozumiałam. Czułam takie rozdarcie jak jeszcze nigdy dotąd.”


„Niczyja” to przykład jak nasze zamiłowania do czegoś niekonwencjonalnego może przerodzić się w pasjonującą książkę, po której ma się ogromnego kaca książkowego. Moim przypadku skutkowało to nadrobieniem zaległości i obejrzenie 3 serii KNB i różnych dodatków w 72 godziny :D Mimo to kac mnie nie opuścił, a wręcz przeciwnie powiem – apetyt rośnie w miarę jedzenia. I z dziecięcą niecierpliwością czekam na kontynuację tej wspaniałej historii w kolejnej książce Ani pt: „Tylko twoja”.

A tymczasem zostaje nam czekać do oficjalnej publikacji Niczyjej” przez wydawnictwo Novae Res :D

Moja ocena 9,5/10 (-0,5 pkt za niewyspanie 😂😂)

wtorek, 11 lipca 2017

E-book vs Książka





                           E-book czy Książka?
Witam moich super czytaczów
:)

Czy wy też często spotykacie się z pytaniem, co jest lepsze e-book czy książka?  Ja spotykam się bardzo często, stąd też pomysł do napisania tego postu.

Mamy okres wakacyjny, a co za tym idzie jedziemy na Wakacje!!
Każdy z nas ma zapewne swoją listę książek do przeczytania w tym czasie. Dlatego też pewnie jest potrzebny większy bagaż, aby zmieścić też część tej listy.
*E-book i zero problemu z niechcianym bagażem!
Ile razy pakując się na wakacje chcemy zabrać ze sobą kilka książek, aby je poczytać na łonie natury w ciszy i spokoju.
Niestety w walizce oprócz książek muszą się zmieścić też nasze ubrania i podstawowe rzeczy. Bywa i tak, że musimy z rezygnować z niektórych książek.
Jest i na to rozwiązanie!
Książki w formie elektronicznej mieszczą się w czytniku a ten z kolei nie zabiera za dużo miejsca. Dzięki niemu można mieć wszystkie książki w jednym miejscu, a i w walizce jest o wiele więcej miejsca.
*Zajmują dużo miejsca w torebce, bagażu.

I w ten sposób mamy 1:0

Zapewne wielu z was lubi zaznaczać swoje ulubione fragmenty i cytaty podczas czytania.
* Książka daje nam taką możliwość. Dzięki czemu możemy bardzo łatwo odnaleźć odpowiedni fragment.
*E-book niestety nam nie daje takiej możliwość i nie jest przy tym tak kolorowy jak książka z karteczkami.

Pierwszy punkt dla książki
J i mamy remis 1:1


Kto nie kocha chodzić do księgarni? Każdy chyba kocha (ja chodzę tam się zazwyczaj zrelaksować i poszperać na półkach), jednak pewnie większość z nas zamawia książki przez Internet.

* Książki elektroniczne są bardzo łatwe do zdobycia z nielegalnych źródeł.  Bardzo szybko rozchodzi się po Internecie, przez co najbardziej poszkodowani są autorzy książek. Ich ciężka praca i poświęcenie, które włożyli w napisanie powieści jest równane z błotem. Wiele osób woli pozyskać książkę w formie elektrycznej z nielegalnego źródła niż normalnie ją kupić i tym samym dać motywację autorom do pisania kolejnych powieści.
Przy tym też cierpią osoby, które zakupiły książki legalnie.

* Książki papierowe nie sprawiają takiego problemu. Zawsze jest z nimi związane kupno lub udział w jakiejś ciekawej akcji typu Book Tour lub wypożyczenie z biblioteki.

Tak też i w tym przypadku wygrywają Książki 1:2


Mamy urodziny i dostajemy jakieś książki o dość nieprzyzwoitej tematyce typu jakiegoś erotyku.
* Nikt nie widzi tytułu książki, którą czytasz!
Czytaj ąc e-booka w komunikacji miejskiej nikt nie będzie wiedział, co dokładnie czytasz. W końcu nie widać tytułu.
* W przypadku książki każdy może zauważyć tytuł i okładkę danej powieści.

Tym razem należy się punkt dla książek w wersji elektronicznej 2:2

Wyobraźmy sobie, że siedzimy wieczorem w altance i cieszymy się ładną pogodą. Do pełni szczęścia brakuje nam tylko i wyłącznie dobrej książki.
*Niestety problemem jest brak światła.  Na szczęście posiadasz czytnik i możesz cieszyć się ładną nocą jak i czytaniem.
*Hmm a może posiadasz światło? Jak tak to nic straconego! Możesz cieszyć się czytaniem książki i przewracaniem jej

kartek :D

Tak też tu punkty zdobywają obie wersje książek. 3:3


Powracając do tematu wyjazdu na wakacje.
Pojechaliśmy w góry lub nad morze i idziemy na łono natury.
Posiadamy, bowiem ambitny plan, że coś przeczytamy.
* Czytnik też ma swoje ograniczenia. Wystarczy, że nie naładujemy do końca baterii, ponieważ nam się śpieszy i nie możemy się cieszyć z długiego czytana.
*Za to książka nie spraw nam takiego rozczarowania jak nienaładowana bateria.

Bumm punkt dla Książek! 3:4


Mieliśmy nieoczekiwane wydatki, a w księgarni pojawiła się długo przez nas wyczekiwana książka. Niestety pech sprawił, że nie mamy tylu funduszy, aby ją sobie zakupić w takiej cenie.
* Książki elektroniczne często okazują się o wiele tańsze w porównaniu z książką papierową i są bardziej mobilne. Możemy je zabrać wszędzie, ponieważ czytnik zmieści się w torebce i nie obciąża nas tak jak książka. Dodatkowo czas dostawy książki jest o wiele dłuższy niż wersji elektronicznej. Dodatkowo jak kupujemy książkę przez Internet musimy ponieść koszty wysyłki.

I tu należy się punkt dla e-booka 4:4


Tak też jak widzicie zarówno książka elektroniczna jak i papierowa ma swoje wady i zalety. Jest ich znacznie więcej niż te, które wymieniłam powyżej. Jednak te są chyba jednymi z najważniejszych.

Ja jak i moja koleżanka z bloga wolimy książki w wersji papierowej.
Dlaczego tak jest?
Lubię czuć książkę w ręce i móc przewracać jej kartki. Dodatkowo cieszy mnie widok moich książek w pokoju. Co do wersji elektronicznej to podczas zbyt długiego czytania zaczynają boleć mnie oczy.

A jak jest z wam, Wolice książki papierowe czy elektroniczne?

niedziela, 9 lipca 2017

„Olga i Osty” – Agnieszka Hałas





Kogo odnajdziesz po drugiej stronie lustra?

Olga Pańkowska to nieśmiała marzycielka, której niezbyt się wiedzie w życiu. Pewnego dnia ratując bezpańskiego kota, trafia do baśniowego świata i zostaje gospodynią w domu czarodzieja. Jednak tak naprawdę ta historia zaczyna się znacznie wcześniej – w dzieciństwie Olgi, zanim jej rodzice się rozwiedli… Okazuje się, że magiczna rzeczywistość to tylko początek podróży, dzięki której Olga upora się z przeszłością i stanie się gotowa na pasjonujące, dorosłe życie.

Jest to dobra opowieść. Niestety o ile opis książki mi się spodobał i zachęcił do przeczytania tej opowieści tak sama książka nie za bardzo przypadła mi do gustu.

Akcja książki ciągła mi się w nieskończoność. Na samym początku powtarzałam sobie, że muszę dać tej książce czas, aby się rozkręciła, że z upływem stron akcja wciągnie mnie do swojego świata nie wypuści do samego końca. Niestety tak się nie stało, pomimo upływu stron książka mi się bardzo dłużyła.
Przeczytanie tej książki okazało się dla mnie wyzwaniem.
Oczekiwałam od niej więcej akcji i dynamiki, szybszego rozwoju wydarzeń. 


Na samym początku poznajemy Olgę i obserwujemy jak uczy się żyć pomiędzy dwoma światami. Akcja książki zaczyna się rozwijać i iść w wymarzonym przeze mnie kierunku rozwoju. Książka nabiera charakteru i jest ciekawa, a tu nagle wszystko wraca do początku. Bywają momenty, w których idzie usnąć.
Tak jak już wcześniej wspominałam opis mnie zachęcił. Spodziewałam się po nim czegoś w rodzaju: Biedna dziewczyna wkracza do niesamowitego i nierealnego świata, gdzie znajduje się w centrum wydarzeń. Myślałam, że będzie miała jasno określony cel, który za wszelką cenę postara się zrealizować. Moje przypuszczenia okazały się jednak mylne.

Nie mniej jednak książka posiada też swoje plusy.
Jej największym atutem jest wizja świata i niesamowite postacie. Są one najlepszym, co mogło być w tej książce. Oczywiście do fabuły też nie mam żadnych zastrzeżeń. Jest ona bardzo bogata i fascynująca do tego zmusza czytelnika do skupienia się na czytaniu (niestety jest to nie wykonalne).  Wątki fantastyczne czytało mi się bardzo dobrze, natomiast wątki psychologiczne do mnie nie przemawiały i mnie męczyły.

Książka jest pisana z czterech punktów widzenia: Piotra, Olgi, Dominika oraz Królowej Ostów.
Bohaterowie są dość dobrze wykreowani i zaprezentowani czytelnikowi. Podczas czytania miałam małe zawahania, co do nich. Niby ich lubiłam, podobał mi się bardzo ich wpływ na akcję, nie mniej jednak były momenty, kiedy mi się nudzili.

Podsumowując, książka nie wywarła na mnie wielkiego wrażenia i na pewno nie zostanie na długo w moich myślach. Skończyła się wraz z zamknięciem książki.  Nie trafi ona na pewno do mojej listu super książek.
Czytałam kilka recenzji na temat Olgi i Ostów. Zazwyczaj są one bardzo pozytywne. Może po prostu nie zrozumiałam jej za dobrze.
Tak też na pewno dam jej drugą szansę i postaram się ją przeczytać do końca po raz drugi. Jestem ciekawa, czy po upływie czasu spojrzę na tą opowieść z innej perspektywy.
Moja ocena tej książki to 5/10

piątek, 7 lipca 2017

„Miłość, która przełamała świat” – Emily Henry



„Miłość, która przełamała świat” – Emily Henry


„Czasami najpiękniejsze chwile naszego życia to te, które najbardziej bolą w danym momencie. Dopiero u samego końca, kiedy spoglądamy w przeszłość, widzimy, czym naprawdę były.”

Jest to wciągająca opowieść o miłości, dążeniu do celu i dochodzeniu do prawdy.

Główna bohaterka Natalie spędza ostatnie lato ze swoimi rodzicami w Kentucky. To ostatnie lato przed jej studiami. Każdy dzień mija jej normalnie, bez żadnych przygód. Jednak pewnego dna zaczyna zauważać dziwne rzeczy. Zielone drzwi do jej pokoju nagle stają się czerwone, znika ogród, który rozciągał się obok przedszkola. W miejscu miasteczka znikąd pojawiają się wzgórza. Natalie czuje, że dzieje się coś niepokojącego. Te dziwne rzeczy sprowadzają ją do spotkana z tajemniczą postacią, którą Natalie nazywa „Babcią”. Jednak tajemnicza postać tym razem przychodzi ją ostrzec: „Masz tylko trzy miesiące, aby go uratować”. Następnego wieczoru dziewczyna spotyka na boisku szkolnym tajemniczego i za razem ładnego chłopca o imieniu Beau.

Natalie jest bardzo spokojną dziewczyną. Posiada kochającą ją rodzinę jednak nie czuje się w niej dobrze. Natalie jest ich adoptowaną córką i chce poznać swoje rodzinne korzenie, jednak ma związku z tym wyrzuty sumienia. Jej życie jest poukładane do momentu, w którym Babcia ją ostrzega. Wtem w jej życie zakrada się panika i chaos, ale nagle zjawił się Beau, który okazał się jedynym jasnym punktem. Chłopak tak jak i ona potrafi nagnać czasoprzestrzeń. Spędzają ze sobą miło czas i się w sobie zakochują.
Tylko, że czas nie ubłaganie ucieka jest go coraz mniej.

"- Masz trzy miesiące, żeby go ocalić Natalie.
- Ocalić? Ale kogo?"

W „Miłość, która przełamała świat” akcja toczy się swoim wyznaczonym przez autorkę stałym tempem, jedyne przyspiesza nieco na sam koniec. 
Ciągle coś się dzieje, ciągle jest coś nowego i każde zdarzenie napędza kolejne.  Książka jest pomysłowo zbudowana i opisana.
Momentami przypominała mi książkę „Wszechświaty” tylko i wyłączne, dlatego że w książce są ukazane dwie rzeczywistości.

„Chodzi o cenę miłości. Dorosnąć oznacza kochać. A kochać oznacza umrzeć. Kto zatem umrze?”

Czytając odczuwałam niedosyt spowodowany małym zaangażowaniem bohaterów w całą sytuację. Niekiedy miałam wrażenie, że oni nic tak naprawdę nie robią.
Jednak najgorsze jest dla mnie zakończenie tej powieści.
Lubię wyjaśnione do końca książki. Tutaj nic nie jest dokładnie wyjaśnione.
Powieść sama w sobie jest super wciągająca za to koniec wszystko psuje. Nic nie jest wyjaśnione i czytelnik zostaje z wielką pustką w głowie.
Każdy z nas może inaczej je zinterpretować i napisać swój własny koniec.
Z drugiej strony zakończenie jest wręcz idealne. To zależy jak się na to patrzy. Może być to też zapowiedź lepszego jutra.
Nie mniej jednak książka wywarła na mnie dużo pozytywnych emocji. Może kaca książkowego nie ma, ale warto było i jest tą książkę przeczytać.

Niekiedy można spotkać się z powiedzeniem:
„Kto czyta książki, żyje wielokrotnie”- jest bardzo idealnym opisem tej książki, w której bohaterowie żyją w dwóch światach sobie równoległych.

Lubię książki, które podczas czytana pobudzają moją wyobraźnię. W tej książce opowieści Babci tak właśnie na mnie działały. Fajnie jest podczas czytania odlatywać do świata wyobraźni i przeżywać daną opowieść. Ja tak miałam podczas czytana. Tak też werdykt mój jest jasny: Ta książka rozwija wyobraźnię.
Dzięki przytaczanym opowieścią Babci książka oprócz poszerzania wyobraźni bardzo się wzbogaca.
Dodatkowo odkrycie tożsamości babci bardzo mnie zaskoczyło i uszczęśliwiło.


Na książce się nie zawiodłam. Powieść spełniła moje wymagania. Nie jest przewidywalna ani nudna. Wciąga czytelnika, czasami zapiera dech w oczekiwaniu na dalszy rozwój akcji.


Moja ocena tej książki to 8,5/10

"Rozpoznajesz w kimś cząstkę siebie, nim jeszcze życie go nią uczyni, i wiesz ponad wszelką wątpliwość, że żadne z was już nigdy nie będzie tą osobą, którą jest w tym momencie, i wierzysz, że mimo to wbrew wszelkiemu prawdopodobieństwu nadal będziecie do siebie należeć."

Dzień z życia blogera książkowego według Książkowe Wyznania #1 :D – Targi Książki w Warszawie

UWAGA!!!
Poniższy tekst zawiera opis Warszawskich Targów Książki z przymrużeniem oka, który w zależności od upodobań czytającego może zażenować lub rozbawić. Jeżeli nie decydujesz się na to ryzyko, zapraszamy na następny post :)

Jak wiecie w dniach 18-21 maja odbywały się 8. Warszawskie Targi Książki. Miałyśmy przyjemność wraz z koleżanką uczestniczyć w tym wydarzeniu 20 i 21 maja. O ile podróż pociągiem do Warszawy minęła szybko i wygodnie to po dotarciu do stolicy nie było już tak kolorowo. Już na samym początku poległyśmy. Na dzień dobry zaatakowała nas zbzikowana wredna staruszka, a my tylko chciałyśmy zapytać o drogę -.-‘


 Ja naprawdę nie sądziłam, że Wilanów, gdzie miałyśmy wykupiony nocleg jest tak daleko od centrum :P Ale jakie warunki!
To nie był apartamencik jak myślałyśmy, a wręcz mieszkanie! Ogólnie jak na tak duże miasto to z Wilanowem połączenie koszmarne, ale jakoś się udało i po 4 godzinach dotarłyśmy na Stadion :D Niby Polacy nie czytają a tam ludzi jak w mrowisku! Taki widok cieszy oczy książkoholika.





Pierwsze miejsce, jakie odwiedziłyśmy to stoisko Editio, na którym urzędowała K.N.Haner autorka dobrze wam znanych erotyków :D (tak między nami wspaniała kobieta :D ), gdzie spędziłyśmy większość czasu sobotniego. Poznałyśmy osobiście Grzesia (Maveric Wśród Książek), który jest w mniejszości czytelniczej i jego wspaniała mamę, którą osobiście wolę nazywać Panią Babcią, ratuje ona wizerunek polskich seniorów ;)

Gdzieś w przelocie udało nam się poznać Agnieszkę Lis autorkę Karuzeli, której recenzję możecie przeczytać u nas na blogu.
Wiadomo po całodziennym bieganiu po stolicy wszystkie zgodnie stwierdziłyśmy, że czas coś zjeść. W doborowym składzie: K.N.Haner, Emilia Krawczyk (Literatura kobieca - co czytać?), Emilia Zaręba (Po drugiej stronie okładki), Sandra Rosztajn, Aleksandra Wachowicz, Joanna Lackorońska, Katarzyna Olchowy (Kulturantki.pl) i oczywiście nasza trójka zgodnie ruszyłyśmy do Złotych Tarasów, gdzie dołączyła do nas Dominika Emilia Lewandowska (Bookaholic.). Takiego rabanu narobiłyśmy, że ludzie patrzeli na nas jak na zjawisko paranormalne :D Atmosfera, jaka wokół nas panowała była magiczna :D Ale co dobre szybko się kończy i musiałyśmy się pożegnać.

Razem z Emilką K. i Sandrą posiedziałyśmy jeszcze pod Pałacem Kultury i zrobiłyśmy sesje zdjęciową naszych łupów, a co? Jak szaleć to szaleć :D Miny niektórych przechodniów świadczyły doskonale, co myślą o 5 wariatkach :D Następnym punktem naszej wycieczki było Metro (dla większości to był pierwszy raz :D)Wiem, wiem dzieci ze wsi przyjechały i musiały zobaczyć Wielki Świat :D Odstawiłyśmy dziewczyny na busa i pognałyśmy na nasz wygwizdów.


 Jak to baby nie potrafiłyśmy się zdecydować i późną nocą stwierdziłyśmy idziemy zwiedzać, bo akurat trwała Noc Muzeów. Niestety zanim dotarłyśmy na centrum wszystko się skończyło ;( No nic zgodnie stwierdziłyśmy jedziemy Metrem. 



Jako, że nam wrażeń było mało zamiast jechać na Wilanów pojechałyśmy w drugą stronę :P Ale nie przewidziałyśmy, że możemy nie mieć, czym wracać… Po chwilowym błądzeniu znalazłyśmy dobrą duszę, która wskazała nam że Metro nam odjeżdża za minutę! Takiego przyspieszenia to nawet Kubica nie miał ;) Uff… zdążyłyśmy. Przesiadek bezliku. O trzeciej w nocy dotarłyśmy na przedostatni przystanek, żeby się dowiedzieć o braku autobusu… Kolejny za godzinę. Z buta nie pójdziemy, bo buty mnie obdarły (naliczyłam 11 bąbli!). To, co taksóweczka? A no chciałyśmy, jednakże pierwszy nie przyjedzie – nie opłaca mu się, drugi ja nie wiem gdzie pani jest (ano ja też do końca nie wiem, bom przyjezdna!), trzeci – interes chciał ukręcić za 5 km zaśpiewał 50 złociszy polskich! Skandal w biały dzień, a może noc :D 
Żałuję, że wtedy nie wiedziałam, co to Uber! No nic idziemy, chociaż do kolejnego przystanku, a co by nam zimno nie było. Podreptałyśmy i jesteśmy. Wybija godzina odjazdu naszego transportu. W myślach jeszcze tylko 15 minut i możemy się położyć. Ale autobus zrobił nas w bambuko. Po 15 min zwątpiłyśmy, że się pokaże. Ale nie, jednak nadjechał.  Przed piątą się w końcu położyłyśmy. Dzień pełen wrażeń! Ale zamiast zwiedzać Warszawę zwiedziłyśmy komunikację miejską. 



W ambitnych planach opuścić pokój miałyśmy do 8.30, ale nam się jak zwykle nie udało (żadna nowość!). Po 9 pożegnałyśmy Wilanów i ruszyłyśmy odnieść bagaże na dworzec. A następnie na stadion. Ja od 11 stałam ponad godzinę w kolejce do Alka Rogozińskiego, który swoim humorem umilał czekanie, więc nie żałuję. 
Oczywiście zakupiłam „Do trzech razy śmierć”, którą w najbliższym czasie wam przybliżę recenzją.  
A Dominika razem z Karoliną przeszły się spotkać z Beatą Majewską (szkoda, ze nie zdążyłam L) autorką Konkursu na żonę, recenzję znajdziecie na blogu. 


Jako, że do spotkania z K.N.Haner miałyśmy jeszcze trochę czasu to postanowiłyśmy się porozglądać. Udało nam się spotkać Emilkę z Weź nie czytaj, która obdarowała nas kilkoma wspaniałymi zakładkami :D 
Między lawirowaniem w tłumie udało nam się spotkać Agatę Czykierdę-Grabowską autorkę: Jak powietrze i Wszystkie twoje marzenia, których recenzje znajdziecie na blogu :* Poprzechadzałyśmy się między stoiskami dla Otaku <3 Takie wspaniałości widziałam… Zajrzałyśmy nawet do Gandalfa ;)
A następnie na stoisku Novae Res znowu spotkałyśmy się z K.N.Haner, a ja powkurzałam obsługę :D Kolejnym punktem naszego harmonogramu było spotkanie Moniki Magoskiej – Suchar i Sylwii Dubieleckiej autorek genialnej Klątwy przeznaczenia
Na tym stoisku poznałyśmy również Anię Crevan Sznajder, która przyjechała na targi prywatnie. Recenzja jej dwóch powieści już niebawem, a do tego czasu zapraszam serdecznie na wywiad na blogu :D Ania była razem z córką Gabi – pozdrawiam serdecznie. Potterhead łączmy się! :D

Jak w zwyczaju bywa zjeść poszłyśmy do Złotych Tarasów ;) A z nami Sylwia, Monika, Ania, Gabi oraz Ola od Hamburgera :D (wiecie, o co chodzi :D). Po posiłku zrobiłyśmy krótki Live, który możecie obejrzeć na FB. Wiem, że Gabi również coś nagrywała :) I znowu byłyśmy w centrum uwagi klientów galerii – tym razem może nawet więcej niż trochę :D Po miło spędzonym czasie rozeszłyśmy się w swoje strony :( 

Z racji, że do pociągu powrotnego zostało nam dość sporo czasu Grzesiu z Panią Babcią, która jak na swój wiek wymiata, oprowadzili nas po kilku miejscach wartych zwiedzenia. 
Otóż, że Pani Babcia zna rozkład komunikacji miejskiej Warszawy jak my nasze kieszenie szło nam to dość sprawnie mimo moich obolałych stópek (P.B. ma naprawdę szybkie tempo jak na staruszkę chodzącą o lasce :D Osobiście musiałam praktycznie za nią biec żeby nadążyć :D). 

W pierwszej kolejności obejrzeliśmy Belweder, następnie zrobiłyśmy z dziewczynami sesję zdjęciową pod pomnikiem J. Piłsudzkiego i nacykałyśmy fotek jego fury, którą można zobaczyć w Łazienkach Królewskich. 
Obowiązkowe zdjęcie na tle pomnika Fryderyka Chopina, a następnie poszliśmy 
oglądać pawie przy Pałacu na Wodzie. Razem z Karoliną popływałyśmy łódką po stawie. Korzystając z okazji obejrzałyśmy również Amfiteatr, który stoi nieopodal Pałacu. 

Następnie pojechaliśmy pod Pałac Prezydencki po drodze zahaczając o Pomnik Nieznanego Żołnierza. Cykłyśmy fociaszkę pomnikowi Ś.P. prezydentowi Lecha Kaczyńskiego, a kulminacyjnym punktem wycieczki była Kolumna Zygmunta. 



Moi kochani sporo prawda? A to wszystko w zaledwie 2-3 godzinki :D Jeśli szukacie dobrego przewodnika, który nie tylko oprowadzi, ale ciekawie opowie o widocznych zabytkach to całym serduchem polecam wam Panią Babcię! Następnie pojechaliśmy na dworzec po nasze tobołki, a trochę tego było! 
Powolutku podreptaliśmy na peron przy okazji cykając pamiątkowe fociaszki. Mimo, że chwilę na peronie spędziliśmy to prawie nie zdążyłyśmy wsiąść do pociągu ;D Bo kto to widział robić kilkunasto wagonowe składy? Na pewno jeszcze odwiedzimy P.B. i Grzesia, aby nas oprowadzili po dalszych Zabytkach Warszawy :)

Po kilkugodzinnej podróży dotarłyśmy na miejsce przeznaczenia, czyli mój akademik :D Musicie sobie to wyobrazić! Trzy dziewuchy obładowane jak Święty Turecki w środku nocy zmęczone i marzące tylko o wygodnej poduszce i on Strażnik Wrót - portier.  
Jako, że dyżur nocny pełnił „lubiany” przez brać studencką pan o słynnej ksywce Krecik, to musiał pozwolenia dziewczyn na nocleg wyoglądać z każdej strony, jakby nagle miały się tam literki pozmieniać! Patrzył na nie tak, jakby chciał, żeby się zapaliły i zniknęły. Skąd się tacy ludzie biorą? No skąd? W końcu po pracowitym, a zarazem wspaniałym weekendzie mogłyśmy się położyć :D

Jeśli myślicie moi mili, że praca blogera książkowego to coś zgoła łatwego to jesteście w błędzie :D To tylko przedsmak tego ile trzeba się nagimnastykować w tym „zawodzie” :D

Krótkie podsumowanie:

- czas spędzony w Komunikacji Miejskiej:
+/- 15h(to nie żart, jeszcze tydzień w Warszawie i znałybyśmy całą komunikację miejską stolicy ;D)
- czas spędzony w podróży: 8h
- liczba odcisków: 15 (łączna ilość nas 3 ;) )
- ilość przywiezionych książek: 12
- wspaniałe wspomnienia – niepoliczalne :D


Jeszcze raz serdecznie dziękujemy: dziewczynom za mile spędzony czas, a Grzesiowi i Pani Babci za wspaniałą wycieczkę turystyczno-krajoznawczą. Mamy nadzieję na spotkanie na Krakowskich Targach Książki w październiku.

A wytrwałych zapraszamy na filmik pt: "8. Warszawskie Targi Książki 2017 i jak to widziały Książkowe Wyznania" ;)